Naerys I

 Jeden z rozdziałów Siedmioramiennej Gwiazdy, księgi bogów

Doktryna Ekcepcjonalizmu

    Bogowie stworzyli wszystkich ludzi, ale uczynili nas innymi.
    Oprócz lwa, stworzyli również tura. Oba są szlachetnymi zwierzętami, lecz lew nie może żyć jak tur, ani tur jak lew. Dlatego bogowie stworzyli też różne zasady dla różnych ludzi, razem z innymi przywilejami. Andalowie, jako ród przez nich wybrany, zasiedlili znane nam Siedem Królestw i podporządkowali je swoim prawom. Ich zadaniem było głoszenie Wiary Siedmiu, nagrodą – Westeros. Pierwszym Ludziom bogowie dali zimną Północ, by strzegli jej przed dawnymi zagrożeniami. Razem z tym obowiązkiem, dostali również niesłychaną odporność. To dlatego mimo temperatury ich krew nie zamarza w żyłach i nie dosięga ich gniew naszych bogów, mimo że wyznają innych. Podobnie sprawa ma się z Rhoynarami, którym bogowie dali do strzeżenia gorące pustynie. By pomóc im w wykonaniu ich zadania, ich skóra jest przystosowana do słońca, dzięki czemu mogą wypełnić to zadanie, a jako nagrodę dali im równość obu płci. Jednak bogowie stworzyli również Valyrian, którzy różnią się od nas niczym Westeros od Essos. Podczas gdy inni ludzie modlili się do bogów, oni postanowili się do nich zbliżyć, ujarzmiając smoki, które są wcielonym ogniem. Dzięki nim, świętej pamięci król Aegon Zdobywca, wraz z siostrami, zdobył nasz kraj i dał mu spokój od wojny, dając mu prawa i szanując nasze tradycje. Tak więc, jako nagrodę za wykonanie tego zadania i my powinniśmy uszanować ich tradycje, zezwalając na małżeństwa pomiędzy bratem a siostrą, dla zachowania czystość krwi.

Podpisano przez Septona Bartha,
Namiestnika Królewskiego i skromnego sługę bogów.

    W przypadku innych nacji, kazirodztwo jest grzechem ciężkim, z czym zgadzam się również ja, miłościwie panujący król Jaehaerys Pierwszy Swego Imienia, obrońca Siedmiu Królestw. Niezależnie od tego, czy Andalski, Rhoynarski czy należący do Pierwszych Ludzi brat będzie leżał ze swoją rodzoną siostrą, popełnią oni grzech ciężki, dla którego należy się kara. Zatwierdzam to, honorując Andalskie tradycje. Jednocześnie robiąc to, liczę na uhonorowanie tradycji naszej rodziny, która z racji wywodzenia się ze Starej Valyrii podlegała im od pokoleń i której nigdy nie usiłowaliśmy narzucić innym nacjom.

Podpisano przez Jaehaerysa Pierwszego Jego Imienia z rodu Targaryenów,
króla Rhoynarów, Andalów i Pierwszych Ludzi, obrońcę Siedmiu Królestw,
oraz przez jego małżonkę, królową Alysanne z rodu Targaryenów.

    Ja, Wielki Septon, zesłannik bogów na tej ziemi, wszem i wobec ogłaszam iż doktryna ekcepcjonalizmu staje się oficjalną doktryną Wiary Siedmiu. Jednocześnie oświadczam, że członkowie dynastii Targaryenów mają pełne prawo na kontynuacje małżeństw pomiędzy braćmi a siostrami, dopóki przestrzegają oni innych nakazów związanych z zawieraniem związków pomiędzy kobietą a mężczyzną. Daję im na to moje błogosławieństwo, od teraz, aż do końca świata.

Podpisano przez Wielkiego Septona,
namiestnika siedmiu bogów na tym świecie.

    Gdy tylko przeczytała ostatnie zdanie, natychmiast zatrzasnęła grubą księgę i odsunęła się od niej jak oparzona, tak szybko, że na chwilę zabrakło jej tchu. Przyłożyła sobie dwie dłonie do serca, starając się wyrównać oddech. Jej wzrok ciągle jednak spoczywał na grubej księdze, a przed chwilą przeczytane słowa odbijały się echem w jej głowie. Jasnoszara okładka, której widok zwykle jej uspokajał, przyprawiała ją teraz niemal o palpitacje serca. Gdy zaczęła widzieć mroczki przed oczami, odwróciła się i powoli wyszła z komnaty, przy pierwszej okazji podpierając się o ścianę.
    Wszyscy w Czerwonej Twierdzy wiedzieli o jej słabościach, dlatego jej pokoje były ustawione w ten sposób, by w łatwy sposób mogła dojść do komnat członków jej rodziny, omijając większość stromych schodów. Jednak jeśli chciała pójść na dziedziniec wewnętrzny, by posiedzieć w cieniu altanek i popatrzeć na trenujących rycerzy, musiała zejść na sam dół. Z lękiem zatrzymała się przed stopniami. Ból serca już co prawda minął, ale przerażała ją myśl, co by było, gdyby owładnąłby ją jeszcze raz, tym razem pośrodku schodzenia. W normalny dzień powiedziałaby służącej, by poprosiła w jej imieniu o pomoc jej brata, Aemona, ale wątpiła czy teraz byłby w stanie nawet na nią patrzeć. Jednak ona musiała to zrobić, by uspokoić swoje serce, które podpowiadało jej, by spotykała się z nim tak długo, jak jest wolna. To tylko myśli, które pochodzą z mojego naiwnego, kobiecego serca, skarciła się. Jestem teraz zaręczona, a moje serce powinno bić dla tego, którego wybrał dla mnie mój ojciec.
    Powoli, krok po kroku, zeszła na dziedziniec. Gdy na ostatnim stopniu poczuła nawracający ból, zachwiała się i upadłaby, gdyby nie chwyciła się w porę muru. Pozwoliła sobie na chwilę odpoczynku, po czym obróciła się przez ramię i spojrzała na schody za nią. Jak ja po nich wejdę z powrotem? Nie umiała odpowiedzieć sobie na te pytanie, dlatego wzięła jeszcze jeden głęboki oddech i ostrożnie ruszyła dalej. Już słyszała brzęk stali i pojedyncze głośniejsze westchnienia. Ruszyła przed siebie, a w jej sercu pojawiła się na nowo radość, albo coś bardzo podobnego.
    Gdy wyszła zza rogu, jej spojrzenie natychmiast spoczęło na jej bracie, Aemonie. Swoje srebrne włosy związał w lekki kucyk, a na ciemnobeżowej koszuli widziała ślady zabrudzeń. Miał zaciętą minę, gdy atakował swojego przyjaciela, Corwyna Cole'a. Zauważyła, że walczy zupełnie inaczej niż dotychczas – zwykle jego ruchy były przede wszystkich finezyjne i szybkie, teraz zaś wkładał w uderzenia o wiele więcej siły niż zazwyczaj, jakby chciał zgnieść chłopaka z naprzeciwka. Wiedziała, że Corwyn jest dobrym wojownikiem, ale z jej bratem mało kto mógł się równać. W pewnym momencie Aemon zrobił szybki fint i nagle znalazł się tuż przy przyjacielu, podstawił mu nogę, natychmiast robiąc zapobiegawczy unik. Cole z ciężkim jękiem upadł na plecy, a zbrojmistrz Czerwonej Twierdzy, ser Rydwan podszedł do nich ze zmarszczonymi brwiami.
– Ładnie, Aemon, ładnie, ale nie potrzebnie tak ostro. Cole, ogarnij się, ruszasz się dzisiaj jak stara baba. – Splunął. – Idźcie odpocząć, za chwilę wymienimy się parami.
– Dobrze, ser Rydwanie. – Głos jej brata był bardziej suchy i zimny niż dotychczas. Odwrócił się do nich plecami i jego mina natychmiast się zmieniła, gdy ją zobaczył. – Naerys, wybacz, nie widziałem cię.
– Prawie zmiotłeś Corwyna z powierzchni ziemi – powiedziała.
– Nic się nie stało, księżniczko. – Chłopak był już na nogach. – Skinął głową w stronę Aemona. – Zostawię was już samych.
    Aemon kiwnął głową, a na jego twarzy dostrzegła wiele emocji. Ból, smutek, strach. Podszedł do niej i zatroskany pogładził jej policzek.
– Co się stało, siostrzyczko?
    Zagryzła wargi, czując jak łzy napływają jej do oczu. Niedługo coś takiego nie będzie możliwe.
– Mógłbyś znieść dla mnie moją harfę? – zapytała nieśmiało. – Chciałabym zagrać coś, ale nie w komnacie, tylko na świeżym powietrzu. – Miała dwie harfy; jedną wyższą od siebie, ozdabianą masą perłową, która stała w jej komnacie i drugą, mniejszą, z wyrzeźbionym śpiącym smokiem, którą dało się przenosić z miejsca na miejsce. Dla większości takie coś byłoby proste, jednak jej doniesienie instrumentu zajęłoby nawet godzinę.
Westchnął.
– I tylko dlatego schodziłaś tu, na dół? Wiesz przecież, że musisz być ostrożna, Naerys. – Miał łagodny głos. – Bardzo zbladłaś, musiałaś się mocno zmęczyć.
    Skąd wiesz, że zbladłam, skoro na co dzień wyglądam jak duch? Czasem miała wrażenie, że jej brat znał ją lepiej niż ona siebie.
– Chciałam się z tobą spotkać.
Kiwnął głową i przez moment zobaczyła błysk w jego oczach.
– Zaczekaj tutaj, dobrze? Za chwilę wrócę.
    Gdy pojawił się z powrotem, trzymał instrument pod ręką, jedynie lekko podtrzymując ją drugą. Postawił harfę pod altaną, tak, by stała w cieniu i następnie przyniósł jeszcze krzesło z oparciem, by miała gdzie usiąść. Aegon nigdy ci tak nie pomoże, odezwał się prześmiewczy głos w jej głowie. Zaśmieje się i pójdzie swoją drogą.
– Dziękuję.
    Usiadła na krześle i ułożyła dłonie w odpowiedniej pozycji. Tak naprawdę nie wiedziała co chce zagrać, ale gdy ruszyła palcami, melodia popłynęła sama. Czuła spojrzenia swojego brata, gdy śpiewała kolejne zwrotki pieśni o Siedmiu, które wychwalały ich zalety. Jednak gdy doszła do ostatniej zwrotki, poczuła drżenie swojego głosu, a Aemon odwrócił wzrok.

Dziewica wśród gwiazd tańczy bosa,
usłyszysz ją w kochanków głosach.
Lotu uczy ptaki na niebiosach
i sny zsyła małym dzieciom.

    Gdy skończyła, myślami wróciła do ostatniej rozmowy z ojcem, podczas której okazała swoje niezadowolenie jego propozycją małżeństwa. Poczuła się tak, jakby usłyszała jego głos jeszcze raz:
– Najstarszy syn poślubia swoją najstarszą siostrę. Nie będę się powtarzał, Naerys! Nie będę się powtarzał!

Komentarze